Znalezienie Josha trwało nie więcej niż kilka minut. Nie wyglądał na skruszonego, ale nie to mnie zdziwiło. Miał narzucony kaptur, choć pogoda tego nie wymagała, a jego szalik zasłaniał większą część twarzy. Jedna ręka była schowana w rękawie. Wydawało się, jakby chciał uniknąć chociażby mojego spojrzenia.
- Przejdźmy się - zaproponował z naciskiem. Nie odpowiadając, ruszyłam za nim.
Oddaliliśmy się spory kawałek od rynku,idąc w ciszy równym tępem. Myślałam jedynie nad celem tego spotkania.
Po chwili przystanął. Otaczały nas drzewa. Nie wiedziałam, gdzie dokładnie się znajdowaliśmy, ale wydawało się to odludnym miejscem. Pociągnął moją rękę, podchodząc do pobliskiego pnia, szybkim ruchem przycisnął mnie do siebie i próbował złączyć nasze wargi. Usiłował wsunąć nogę między moje uda, ale gwałtownie się wyszarpnęłam.
- Co Ty robisz?! - wybuchłam gniewem. Stał sztywny, niewzruszony. Jego ręka powoli wysuwała się z rękawa.
- A jak myślisz? - odparł ściszonym, tajemniczym głosem. Po chwili serce zabiło mi mocniej ze strachu. Spod jego kurtki wysunął się nóż.
- To jak będzie? Posłuchasz mnie, czy mam Cię do tego przekonać?
- Nigdy nie dam się zeszmacić - postąpiłam kilka kroków wstecz, sprawdzając w której kieszeni schowałam telefon.
- Tego szukasz? - wzniósł do góry telefon, po czym odrzucił go za siebie.
- Nigdy nie przypuszczałam, że okażesz się takim gnojem - wycedziłam przez zęby. Nie miałam żadnego planu awaryjnego, nigdy nie spodziewałabym się takiego biegu wydarzeń. Dopóki czułam za sobą wolną przestrzeń, dopóty cofałam się przed powoli stąpającym ku mnie zagrożeniem. Niestety, zablokowało mnie drzewo tuż za moimi plecami.
- Teraz jesteś moja - pochłonął mnie wzrokiem, mierząc całe moje ciało. Osunęłam się wzdłuż pnia na ziemię, z myślą, że to już koniec. Odrzucił nóż na bok.
Rozpinając swoje spodnie szedł ku mnie. Zamknęłam oczy,bo tego widoku nie wymazałabym ze swojej pamięci już nigdy. Słyszałam strzelenie jego kości, gdy kucał. Odgarnął moje włosy po prawej stronie szyi i zaczął mocno skubać ją wargami, delikatnie przygryzając skrórę. Jednocześnie sięgnął do moich spodni, rozpinające rozporek. Nie wytrzymałam. Spoliczkowałam go, jednocześnie otwierając oczy. Chwilę później przywarłam do pnia, sparaliżowana ze strachu.
Na jego wargach pojawił się szyderczy uśmiech.
- Zapłacisz, suko! - zagroził, podnosząc nóż. Podszedł powolnym krokiem i pochylił się nade mną, przyciskając nóż do mojej szyi. "To koniec" - pomyślałam, a przez moje ciało przechodziło nieskończenie wiele drgawek. Trząsłam się jak osika.
- Zostawisz ją z łaski swojej? - z pobliskiej gęstwiny wybrzmiał męski głos. Znajomy męski głos. Byłam pewna, że już go kiedyś słyszałam.
- Bo kurwa co? - Josh nie panował nad sobą. Popatrzył na mnie z pogardą, zasadzając mocnego kopniaka w lewy bok. Równocześnie wydałam z siebie głośny jęk i zakaszlałam. Myślałam, że zwymiotuję.
- Bo ja tak mówię - głos wciąż był spokojny - radzę Ci traktować ją od tej pory z szacunkiem, bo spotka Cię piekło, jakiego nigdy jeszcze nie doświadczyłeś - te słowa były stanowcze. Mój napastnik spoważniał, rozejrzał się w koło, po czym przywarł do sąsiedniego pnia.
- Pokaż się! - wykrzyknął strwożonym głosem.
Nie miałam siły się podnieść. Poczułam, że z miejsca, w które zostałam uderzona, zaczęła lecieć mi krew. Mimo iż cały czas się trzęsłam, wtedy przeszła mnie fala chłodu. Bałam się o siebie.
Tymczasem z zarośli wyłoniła się sylwetka. To był Adam. Poznałabym go na kilometr. Josh najwyraźniej go nie zauważył, rozglądając się w innym kierunku. Adam popatrzył na mnie surowym wzrokiem, a następnie rzucił się na Josha. Zaatakowany wyraźnie sobie nie radził, wierzgając na oślep, co dało znaczną przewagę napastnikowi.
Niewiele widziałam, zważając na drzewa i moją nietypową pozycję, ale tyle udało mi się dostrzec.
Bójka trwała góra 10 minut. Adam nieźle poturbował przeciwnika.
Po skończonej walce mój wybawca zebrał się z ziemi i szybkim krokiem zmierzał w moją stronę. Wziął mnie na ręce, a ja na wpół przytomna objęłam go za szyję, aby wygodniej było mu mnie nieść. Tym razem miał koszulkę.
- Telefon... - wyszeptałam - leży gdzieś... - po tych słowach zmęczenie zaczęło brać górę nad wszystkim innym. Czułam się bezpieczna. W jego ramionach byłam pewna, że nic mi nie grozi.
- O nic się nie martw - uspokoił mnie. Te słowa mi wystarczyły. Ze spokojem zamknęłam powieki i, wtulając się w jego ciepły tors, zapadłam w głęboki sen.
××××××××××××××××××××××××
Pisać dalej? :c
/_/Byle do piątku!/_/
~HiShacka
piątek, 30 stycznia 2015
Rozdział 3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Podoba mi się jak piszesz. Jestem ciekawa co będzie dalej c;
OdpowiedzUsuńPisz dalej! :3
OdpowiedzUsuńBoże, to jest takie świetne..! Strasznie ciekawi mnie Adam, ciekawa postać :D
Pisz dalej! Czekam na next rozdział!
Pozdrawiam♥
~Alice Blake. ---> http://zmienswojezycienazawsze.blogspot.com/
Świetny rozdział, trafiłam przypadkiem i nie żałuję *-*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie http://wystarczylo-jedno-spojrzenie.blogspot.com/
dopiero zaczynam ale mam nadzieję że się spodoba;)
Hej!
OdpowiedzUsuńHej!
Spodobało mi się tu! <3 Historia też się ciekawie zapowiada, z chęcią tu zostanę ;)
Podoba mi się jak piszesz. A ten rozdział, no kurczę wciągnęłaś mnie pisz dalej :D
I zapraszam do siebie, jeśli chcesz http://wtajemniczenipoczatekkonca.blogspot.com/
Pozdrawiam i weny życzę :*
Juliet
Kobiety i ty się pytasz czy masz pisać dalej?! Jasne, że masz!!! Musisz, bo jak widzę nie tylko ja zwariuję jeśli nie poznam dalszych losów ;) Zostaję tu z tobą do końca, aż do ostatniej kropki jaką postawisz!!! Masz moje słowo ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę dużo weny
Isia :)
Zapraszam również do mnie ;) http://uczucia-prosto-z-serca.blogspot.com/