sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 2

Rankiem zbudziłam się z przekonaniem, że całe to wczorajsze  zdarzenie było tylko głupim wyobrażeniem. Nie poznałam Adama. Josh mnie nie zdradził. Ashley nie mieszała się między nas. Wszystko było w porządku.

Powoli podniosłam się z łóżka. Na zegarku właśnie wybiła 7:00. Promienie wschodzącego Słońca nieśmiało wdzierały się przez zasunięte niecałkiem rolety. Znów zaczęłam myśleć o Adamie i wczorajszej sytuacji. "Spotkam go jeszcze...?" - przemknęło mi przez głowę. Prawie go nie znałam, lecz mimo to poczułam coś w rodzaju tęsknoty i ... Przywiązania.
Wykonawszy wszystkie podstawowe poranne czynności, postanowiłam przejść się po okolicy. Zachęciła mnie do tego wprost przepiękna pogoda.
Po godzinie spaceru poczułam zmęczenie, więc udałam się na pobliską ławkę. Rozglądałam się nerwowo w poszukiwaniu kogoś znajomego. Niekiedy zdarzały się przypadkowe spotkania. Nie ukrywam, że tym razem szczególnie zależało mi na jednej osobie, ale nie chciałam się do tego przyznać. "Adam..."
Postanowiłam się zrelaksować. Przymknęłam oczy i wsłuchałam w otoczenie. Cisza. Przerywały ją tylko ciche szelesty liści wywoływane delikatnymi powiewami wiatru.
Gdzieś nieopodal usłyszałam hamujący rower. Mimowolnie podniosłam powieki.
- Witaj, Esme - w moim kierunku zmierzał wysoki, chudy chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy i starannie ułożonymi, ciemnymi włosami. Od razu go poznałam.
- Hej Neil! - wstałam i podbiegłam do przyjaciela zarzucając mu ręce na szyję - jak dobrze Cię widzieć.
Neil był moim przyjacielem z podwórka. W dzieciństwie nie było dnia spędzonego osobno. Wiedziałam, że jest osobą na której bezwarunkowo mogę polegać. Widzieliśmy się coraz rzadziej, co było dla mnie jak utrata części mnie. Wyprowadził się poza miasto, nie mógł znieść krytyki na swój temat. Był homoseksualny. Tylko czasem wracał pomieszkując u babci. Dobrze wiedziałam, że jedynym powodem dla którego tu przyjeżdżał była chęć zobaczenia mnie.
- I Ciebie również. Co tu robisz?
- To skomplikowane... Nie zaczynajmy tego tematu - natychmiast mu przerwałam, mieszając się.
- W razie czego, pamiętaj, że zawsze jestem z Tobą - zapewnił, po czym dodał - nie chciałabyś miło spędzić popołudnia?
Odpowiedź nie mogła być negatywna.

Kolejne dni przyniosły deszcz, mgłę i całą masę nieokiełznanych myśli. Praktycznie nie wychodziłam z pokoju.
Różne sny, teorie nawiedzały moją głowę. Zajście z Adamem, temperatura jego ciała nie dawały mi spokoju. Zaczęłam odczuwać coraz większe pragnienie poczucia go bliżej siebie. Działał na mnie jak narkotyk.
Całkowicie zapominając o Joshu oddałam się w wir fantazji z tajemniczym A.

Czasi mijał powoli. Zaczęłam przyzwyczajać się do faktu, że nigdy więcej Adam nie pojawi się w moim życiu. Wróciłam do wykonywania wszystkich podstawowych czynności życiowych.
Jedynym nowym urozmaiceniem były codzienne spacery po pobliskich, mało uczęszczanych  zakątkach. Czasem też zdarzyło się, że Monica wpadła w odwiedziny - wtedy spędzałyśmy długie godziny na beztroskich rozmowach.
- Jak myślisz... Pojawi się jeszcze kiedyś? - zapytałam Monic niepewnym głosem.
- Nie wiem, choć widząc jak cierpisz mam nadzieję, że tak - odparła ze śmiechem.
- Och, już nic nie mów - także się roześmiałam, po czym ze śmiechem potargałam jej włosy.
- Tak się nie bawię! - szybkim ruchem podniosła poduszkę i zdzieliła mnie nią w głowę. Natychmiast jej oddałam.
Naszą chwilową zabawę przerwał dzwonek do drzwi. Za wcześnie, żeby to był wuj... Więc kto?
Po cichu zeszłyśmy na dół. Podbiegłam w kąt przedpokoju i wydobyłam największy parasol jaki tylko mogłam. Trzymał się na długim, grubym kiju.
Ostrożnie podeszłam do drzwi, lekko je uchylając.
Oczom nie wierzyłam. Na progu stał Josh z bukietem czerwono-herbacianych róż.
- Esme, ja...
Zacisnęłam mocniej palce wokół parasola.
- Żaden Twój argument Cię nie usprawiedliwia - machnęłam parasolką. Odsunął się, po czym upuścił bukiet na wycieraczkę i powoli wycofał z miejsca zdarzenia. Zatrzasnęłam drzwi tuż przed jego nosem.
- Mam go z głowy - odetchnęłam z ulgą.
- Łatwo poszło - przyznała moja przyjaciółka - ale obawiam się, że tak łatwo nie odpuści.
- Idziemy coś zjeść? - szybko zaproponowałam.
- Wiesz, że ja zawsze chętna! - krzyknęła, i obie pobiegłyśmy do kuchni.
                                  * * *
Kilka dni później dostałam SMS'a od byłego chłopaka, który informował o chęci spotkania. Kierowana ciekawością, czego też Josh może ode mnie chcieć - zgodziłam się. Przed godziną 16:00 wyszłam z domu kierując się w stronę miejskiego ryneczku. To tam miał na mnie czekać.
Przechodząc przez ulicę, miałam za plecami pamiętny las. Od pewnego czasu, ilekroć przechodzilam w jego okolicach, czułam na sobie czyjś wzrok.
××××××××××××××××××××
What about it?
/_/Byle do piątku!/_/
~HiShacka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz